Darmowe uprawnienia do emisji CO2 klucz do zrozumienia systemu EU ETS i jego wpływu na polski przemysł.
- EU ETS to unijny system "cap and trade" ograniczający emisje, w którym część uprawnień jest sprzedawana na aukcjach, a część przydzielana za darmo.
- Darmowe uprawnienia mają chronić energochłonne sektory przemysłu (np. hutnictwo, cementownie) przed przenoszeniem produkcji poza UE (ucieczka emisji).
- Sektor energetyczny w Polsce musi kupować wszystkie uprawnienia, co wpływa na ceny energii.
- W ramach pakietu "Fit for 55" darmowe uprawnienia będą stopniowo wygaszane do 2034 roku.
- Mechanizm CBAM ("cło węglowe") zastąpi darmowe alokacje w ochronie konkurencyjności przemysłu.
- ETS2 to odrębny system, który od 2027/2028 roku obejmie emisje z budynków i transportu drogowego, niezależny od ETS dla przemysłu.

Darmowe uprawnienia do emisji CO2: koniec prezentu, za który i tak płacimy?
Unijny System Handlu Emisjami (EU ETS) to fundament europejskiej polityki klimatycznej, działający na zasadzie "cap and trade" czyli "ogranicz i handluj". W praktyce oznacza to, że Unia Europejska ustala górny limit (cap) na całkowitą ilość gazów cieplarnianych, które mogą być wyemitowane przez objęte systemem sektory. W ramach tego limitu, podmioty muszą posiadać uprawnienia do emisji. Jedno uprawnienie (EUA) pozwala na emisję jednej tony ekwiwalentu CO2. Część tych uprawnień jest sprzedawana na aukcjach, a część i to jest kluczowe dla naszego tematu jest przydzielana za darmo.
Głównym celem darmowych uprawnień jest ochrona energochłonnych sektorów przemysłu, takich jak hutnictwo, cementownie czy przemysł chemiczny, przed zjawiskiem "ucieczki emisji" (carbon leakage). Co to oznacza? Bez darmowych alokacji, europejskie firmy, obciążone kosztami emisji, mogłyby być zmuszone do przenoszenia swojej produkcji poza UE, do krajów o mniej restrykcyjnych regulacjach klimatycznych. To nie tylko osłabiłoby konkurencyjność europejskiego przemysłu, ale także nie przyczyniłoby się do globalnej redukcji emisji, a wręcz mogłoby ją zwiększyć. Darmowe uprawnienia miały więc być buforem, który pozwalał na stopniową adaptację.Zasada "zanieczyszczający płaci" w praktyce: aukcje kontra darmowe alokacje
Zasada "zanieczyszczający płaci" jest fundamentem EU ETS. W idealnym świecie każdy emitent powinien ponosić pełne koszty swoich emisji. Jednak, jak wspomniałem, rzeczywistość jest bardziej złożona. W systemie EU ETS wyraźnie widać podział: sektor energetyczny, w tym polskie elektrownie, musi kupować wszystkie uprawnienia do emisji na aukcjach. To oznacza, że każda tona CO2 wyemitowana przez elektrownię węglową generuje koszt, który ostatecznie jest wliczany w cenę energii elektrycznej. W Polsce, gdzie energetyka wciąż w dużej mierze opiera się na węglu, brak darmowych uprawnień dla tego sektora ma bezpośredni i znaczący wpływ na ceny prądu, które odczuwamy wszyscy.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w sektorach przemysłowych, które są narażone na wspomnianą "ucieczkę emisji". To właśnie one otrzymują darmowe alokacje uprawnień. W Polsce administracją całego systemu EU ETS, w tym przydziałem darmowych uprawnień i nadzorem nad raportowaniem emisji, zajmuje się Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE). To ich praca gwarantuje, że system działa zgodnie z unijnymi wytycznymi.
Kto w Polsce wciąż otrzymuje darmowe uprawnienia i jaki jest tego cel?
W Polsce, podobnie jak w innych krajach UE, darmowe uprawnienia do emisji CO2 wciąż trafiają do sektorów uznanych za najbardziej narażone na utratę konkurencyjności. Mówimy tu o takich gałęziach przemysłu jak hutnictwo, cementownie, przemysł chemiczny, produkcja szkła czy ceramiki. Firmy z tych sektorów, aby otrzymać darmowe alokacje na lata 2026-2030, musiały złożyć odpowiednie wnioski do KOBiZE do czerwca 2024 roku. To pokazuje, jak długoterminowe jest planowanie w tym systemie.
Celem tych alokacji, jak już podkreślałem, jest ochrona ich konkurencyjności na rynku międzynarodowym. Bez tego wsparcia, koszty produkcji w UE byłyby znacznie wyższe niż w krajach, gdzie regulacje klimatyczne są mniej rygorystyczne, co mogłoby prowadzić do przenoszenia produkcji i utraty miejsc pracy. To jest delikatna równowaga między ambicjami klimatycznymi a realiami gospodarczymi, którą Unia Europejska stara się utrzymać.

Koniec darmowych alokacji na horyzoncie: reforma "Fit for 55" i jej konsekwencje
Unia Europejska, w ramach ambitnego pakietu "Fit for 55", zdecydowała się na stopniowe wycofywanie darmowych uprawnień. Dlaczego? Głównym powodem jest zaostrzenie celu redukcji emisji do 2030 roku aż do 62% w sektorach objętych EU ETS w porównaniu z poziomem z 2005 roku. Aby osiągnąć tak ambitny cel, konieczne jest zwiększenie presji na dekarbonizację we wszystkich sektorach, w tym w przemyśle. Darmowe uprawnienia, choć chroniły przed "ucieczką emisji", jednocześnie zmniejszały motywację do inwestowania w drogie, niskoemisyjne technologie.
Moim zdaniem, jest to logiczny krok w ewolucji systemu. Kiedy EU ETS startował, przemysł potrzebował czasu na adaptację. Dziś, w obliczu pilnej potrzeby działań klimatycznych, Unia stawia na bardziej zdecydowane środki. Stopniowe wycofywanie ma na celu silniejsze motywowanie przemysłu do realnej, głębokiej dekarbonizacji, zamiast polegania na darmowych alokacjach.
Harmonogram wygaszania: kiedy darmowe uprawnienia znikną całkowicie?
Proces stopniowego wygaszania darmowych uprawnień dla przemysłu został jasno określony. Rozpoczął się już i będzie postępował, aż do całkowitego zakończenia tego mechanizmu do 2034 roku. Oznacza to, że firmy mają jeszcze kilka lat na przygotowanie się do nowej rzeczywistości, w której będą musiały kupować wszystkie uprawnienia do emisji CO2 lub znacząco zredukować swoje emisje. To nie jest nagła zmiana, ale zaplanowana transformacja, która wymaga strategicznego myślenia i inwestycji.

CBAM, czyli "cło węglowe": nowy strażnik konkurencyjności europejskiego przemysłu
Wycofywanie darmowych uprawnień nie oznacza, że europejski przemysł zostanie pozostawiony bez ochrony. Równolegle wprowadzany jest mechanizm CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), potocznie nazywany "cłem węglowym". Jego rola jest kluczowa: ma on zastąpić darmowe alokacje w ochronie przed "ucieczką emisji".
CBAM działa poprzez wyrównywanie kosztów emisji CO2 między produktami wytwarzanymi w UE a tymi importowanymi z krajów trzecich. Jeśli produkt importowany został wyprodukowany w kraju o mniej rygorystycznych regulacjach klimatycznych, importer będzie musiał uiścić opłatę odpowiadającą cenie uprawnień do emisji CO2 w UE. W ten sposób, niezależnie od miejsca produkcji, koszty emisji stają się porównywalne, co ma chronić konkurencyjność europejskiego przemysłu i zapobiegać przenoszeniu produkcji poza granice Unii. To moim zdaniem inteligentne rozwiązanie, które pozwala utrzymać presję na dekarbonizację, jednocześnie zabezpieczając nasz rynek.
Wpływ darmowych uprawnień na polską gospodarkę i Twój portfel
Wpływ darmowych uprawnień na polską gospodarkę jest dwutorowy. Z jednej strony, chronią one kluczowe sektory przemysłu, takie jak hutnictwo czy cementownie, przed utratą konkurencyjności i potencjalnym przenoszeniem produkcji. To oznacza utrzymanie miejsc pracy i stabilności w tych branżach. Z drugiej strony, wysokie ceny uprawnień dla sektora energetycznego, który nie otrzymuje darmowych alokacji, przekładają się na wzrost cen prądu dla konsumentów i firm. Jest to mechanizm, który ma motywować do inwestycji w technologie niskoemisyjne i odnawialne źródła energii (OZE), ale jednocześnie stanowi realne obciążenie dla gospodarki i portfeli Polaków.
Dla mnie to jasny sygnał, że transformacja energetyczna jest nieunikniona i musi być przyspieszona. Im szybciej przestawimy się na czyste źródła energii, tym mniejsze będą koszty związane z EU ETS.
Czy darmowe uprawnienia spowalniają transformację energetyczną w kierunku OZE?
To bardzo dobre pytanie. Z jednej strony, można argumentować, że darmowe uprawnienia mogły w pewnym stopniu spowalniać transformację energetyczną w sektorach, które je otrzymywały. Mniejsza presja finansowa na emisje mogła zmniejszać pilność inwestycji w dekarbonizację. Jeśli firma nie musi płacić za każdą tonę CO2, to jej motywacja do zmiany technologii jest mniejsza. Jednak z drugiej strony, musimy pamiętać, że ogólny system EU ETS, zwłaszcza poprzez aukcje uprawnień, jest kluczowym motorem inwestycji w odnawialne źródła energii i efektywność energetyczną. Wysokie ceny uprawnień dla energetyki sprawiają, że OZE stają się coraz bardziej konkurencyjne cenowo.
Wycofywanie darmowych alokacji, w połączeniu z CBAM, ma na celu usunięcie tej dwoistości i stworzenie jednolitej presji na dekarbonizację w całym przemyśle, co w dłuższej perspektywie powinno przyspieszyć transformację.
Prognozy cen uprawnień po 2026 roku: jak wysokie rachunki nas czekają?
Prognozy cen uprawnień do emisji CO2 są nieubłagane i wskazują na dalszy wzrost. Obecnie ceny oscylują w granicach 60-80 EUR za tonę, ale eksperci przewidują, że mogą one wzrosnąć nawet do 179 EUR/t do 2030 roku i do 290 EUR/t do 2040 roku. Te liczby pokazują, że koszty emisji będą rosły, co oznacza rosnące obciążenie dla firm, które nie zredukują swoich emisji. Z mojej perspektywy, te prognozy to nie tylko ostrzeżenie, ale przede wszystkim silniejszy impuls do inwestycji w zielone technologie. Firmy, które nie podejmą działań, znajdą się w trudnej sytuacji finansowej. To jest wyścig z czasem, w którym innowacyjność i efektywność energetyczna staną się kluczowymi czynnikami przetrwania i sukcesu.

Mity i nieporozumienia wokół uprawnień do emisji CO2
Wokół systemu EU ETS narosło wiele mitów. Jeden z najczęstszych, z którym się spotykam, to przekonanie, że "cała Polska dostaje uprawnienia za darmo". To jest dalekie od prawdy. Jak już wyjaśniałem, darmowe alokacje dotyczą tylko wybranych, energochłonnych sektorów przemysłu, które są narażone na "ucieczkę emisji". Sektor energetyczny w Polsce, który jest głównym emitentem CO2, musi kupować wszystkie uprawnienia na aukcjach. To właśnie te koszty, a nie darmowe uprawnienia, generują wysokie obciążenia dla naszej gospodarki i przekładają się na ceny energii. Ważne jest, abyśmy jasno rozróżniali te kwestie.
Mit 2: "System ETS to wyłącznie polski problem i można go zlikwidować"
Kolejnym powszechnym nieporozumieniem jest przekonanie, że "System ETS to wyłącznie polski problem i można go zlikwidować". Muszę to jasno powiedzieć: EU ETS jest unijnym mechanizmem polityki klimatycznej, obowiązującym we wszystkich 27 państwach członkowskich, a także w Islandii, Liechtensteinie i Norwegii. Nie jest to problem wyłącznie polski, choć dla Polski, ze względu na specyfikę miksu energetycznego, jego skutki są szczególnie odczuwalne. Jego likwidacja na poziomie krajowym nie jest możliwa. Polska, jako członek UE, jest zobowiązana do przestrzegania unijnego prawa. Zamiast dyskutować o likwidacji, powinniśmy skupić się na tym, jak najlepiej dostosować się do jego wymogów i wykorzystać dostępne mechanizmy wsparcia.
ETS a ETS2: czym różni się opłata dla przemysłu od nowego podatku od ogrzewania i paliw?
Wiele zamieszania wprowadza również pojawienie się nowego systemu ETS2. Ważne jest, aby jasno rozróżnić "stary" system EU ETS, o którym mówiliśmy do tej pory (dla przemysłu i energetyki), od nowego systemu ETS2. Ten drugi, planowany od 2027/2028 roku, obejmie emisje z budynków (czyli ogrzewanie) oraz transportu drogowego. Są to dwa niezależne mechanizmy, choć oba dotyczą emisji CO2. "Stary" ETS działa już od lat i dotyczy dużych instalacji przemysłowych i energetycznych. ETS2 to zupełnie nowy instrument, który ma rozszerzyć opłaty za emisje na sektory, które do tej pory nie były nimi objęte na poziomie UE.
Wokół ETS2 narosło wiele kontrowersji społecznych, głównie z uwagi na przewidywany wzrost kosztów ogrzewania i paliw dla gospodarstw domowych. W odpowiedzi na te obawy, Unia Europejska utworzyła Społeczny Fundusz Klimatyczny, który ma łagodzić skutki wprowadzenia ETS2, wspierając najbardziej potrzebujących. To pokazuje, że nawet w obliczu ambitnych celów klimatycznych, Unia stara się uwzględniać aspekty społeczne.
Przyszłość bez darmowych uprawnień: wyzwania dla polskich firm
Wygaszanie darmowych uprawnień stawia przed polskimi firmami ogromne wyzwania, ale także otwiera nowe możliwości. Konieczność inwestycji w technologie niskoemisyjne i efektywność energetyczną staje się priorytetem. Firmy, które szybko dostosują się do nowej rzeczywistości, będą miały przewagę konkurencyjną. Te, które będą zwlekać, narażą się na rosnące koszty i utratę pozycji na rynku. Przygotowanie się na "nową, droższą rzeczywistość" wymaga strategicznego planowania, innowacji i gotowości do transformacji całych procesów produkcyjnych. To nie jest już kwestia wyboru, ale konieczności.
Przeczytaj również: Efekt cieplarniany: Co to jest? Jak działa i co oznacza dla Polski?
Fundusze na transformację: skąd wziąć środki na dekarbonizację?
Dobra wiadomość jest taka, że polskie firmy nie są pozostawione same sobie w procesie dekarbonizacji. Dostępne są liczne źródła finansowania transformacji energetycznej. Kluczowe są fundusze unijne, takie jak Fundusz Modernizacyjny, Fundusz Innowacji, czy środki z Krajowego Planu Odbudowy. Dodatkowo, pojawiają się krajowe programy wsparcia, które mogą pomóc w pokryciu kosztów inwestycji w nowe technologie, OZE czy poprawę efektywności energetycznej. Moim zdaniem, kluczem jest aktywne poszukiwanie tych środków i skuteczne aplikowanie o nie. To inwestycje, które nie tylko pozwolą firmom przetrwać w nowym systemie, ale także zbudować przewagę konkurencyjną na przyszłość.